Przyszłość HK rysuje się w jasnych barwach
2019/08/09

Ostatnie wydarzenia w Hongkongu przyciągnęły powszechną uwagę i głęboko dotknęły zarówno Chińczyków z kontynentu jak i mieszkańców tego miasta. W Hongkongu, który wzbudził we mnie uznanie dla jego atmosfery przesyconej nowoczesną witalnością, otwartością i inkluzyjnością byłem wielokrotnie. Niedawne zamieszki, incydenty pogwałcenia prawa i niepokoje społeczne, które wybuchły w Hongkongu wywołały mój głęboki smutek. Korzystając z okazji chciałbym podzielić się z moimi polskimi przyjaciółmi przemyśleniami i spostrzeżeniami odnośnie obecnej sytuacji w Hongkongu.

 

Zauważyłem, że wiele zachodnich mediów śledzi i informuje o rozwoju wydarzeń w Hongkongu, jednak ich raporty nie mogą pochwalić się obiektywizmem ani rzetelnością, nie wspominając nawet o kompleksowym przedstawieniu tego tematu. Niektóre zajmują się demokracją i wolnością, pomijając rządy prawa i sprawiedliwość. Niektóre solidaryzują się z demonstrantami napadając na policjantów wykonujących swoje obowiązki. Jeszcze inne zawodzą pieśni żałobne nad gospodarką miasta nie dostrzegając jakby jego rozwoju i ogromnego potencjału. Ten czarno-biały sposób przekazywania faktów i „selektywna ślepota" uprawiana przez media w oczywisty sposób narusza zasadę ich bezstronności i sprawia, że są one niewiarygodne. Jak zatem sytuacja przedstawia się w rzeczywistości?

 

Od czerwca, kiedy władze Specjalnego Regionu Administracyjnego ChRL Hongkong ogłosiły rozpoczęcie prac nad nowelizacją prawa o ekstradycji oraz o „Wzajemnej pomocy prawnej w sprawach karnych", w Hongkongu odbywają się kolejne demonstracje. Jednak po 12 czerwca część radykalnych demonstrantów zaczęła celowo wzniecać przemoc. Otoczyli Radę Legislacyjną Hongkongu, zabarykadowali drogi, zablokowali ruch i nękali pokojowo nastawionych mieszkańców miasta. Przy użyciu cegieł, żelaznych prętów, bomb benzynowych, toksycznych i trujących płynów oraz proszków zaatakowali policję. Nielegalnie przechowywali niebezpieczne substancje oraz znaczną ilość broni ofensywnej. Zaatakowali siedzibę rzędu centralnego w Hongkongu, publicznie znieważyli godło i flagę narodową. Ich agresywne zachowanie jest oburzające i dawno już przekroczyło wszelkie granice pokojowych demonstracji.

 

Zamieszki, które trwają już ponad miesiąc poważnie zaburzają ogólnie kwitnącą i stabilną sytuację miasta, tworzą trudne wyzwanie dla rządów prawa i porządku społecznego Hongkongu, stwarzają zasadnicze zagrożenie dla życia i własności mieszkańców miasta, a także poważnie napinają zasadę „jeden kraj dwa systemy". Takie zachowanie nie może być tolerowane. Jestem pewien, że nikt nie chciałby, by jego miasto pogrążyło się w przemocy, chaosie i kryzysie, a żadne praworządne i cywilizowane społeczeństwo nie będzie tolerowało aktów przemocy. Właśnie taki jest pogląd przeważającej większości Hongkończyków na tę kwestię.

 

Jak mówi chińskie przysłowie: „Gdy nie ma skóry, na czym będą się trzymać włosy?". Podobnie możemy zapytać, jak ma rozkwitać miasto, któremu brakuje stabilności? Praworządność jest dla Hongkończyków źródłem dumy, jest podstawą hongkońskiego środowiska biznesowego, jest kamieniem węgielnym stabilnego rozwoju Hongkongu. Absolutnie nie można patrzeć bezczynnie jak niewielka grupa pozbawionych skrupułów ludzi depcze prawo. Gdy w Hongkongu zaczną się chwiać rządy prawa, zagrożony będzie także stabilny rozkwit miasta. Jeśli Hongkong pogrąży się w chaosie, rachunek przyjdzie uregulować całemu społeczeństwu, ucierpią na tym także interesy innych krajów.

 

Chińskie władze centralne mówią jasno, wspierają szefową władz Carrie Lam w zgodnym z prawem zarządzaniu Specjalną Strefą Administracyjną, wspierają hongkońską policję w egzekwowaniu prawa, wspierają odpowiednie jednostki administracji oraz sądownictwa SSA w zgodnym z prawem karaniu winnych ataków, wspierają kochających ojczyznę i Hongkong obywateli w bronieniu rządów prawa w ich mieście. Także i MSZ Chin w swych oświadczeniach niejednokrotnie stanowczo sprzeciwiało się ingerencji sił zewnętrznych w sprawy Hongkongu.

 

Mimo to w dalszym ciągu niewielka grupa polityków „udaje Greka", publicznie wygłasza nieprzemyślane sądy na temat sytuacji Hongkongu, krytykuje władze centralne i władze SSA oraz zasadę „jeden kraj dwa systemy", wzniecaja wrogie nastroje, nie cofaja się nawet przed zakulisowymi machinacjami. Niech nie zapominają oni, że Hongkong należy do Chin i wszystkie kwestie Hongkongu należą do polityki wewnętrznej Chin.

 

Fakty brzmią głośniej niż słowa. Obywatele Chin sami najlepiej ocenią zasadę „jeden kraj dwa systemy". Od 22 lat, kiedy Hongkong powrócił do Chin jego PKB nieprzerwanie rośnie, w 2018 roku wynosząc 360 mld USD – dwa razy więcej, niż w roku 1996. Liczba turystów wynosząca w 1997 r. niecałe 10,5 mln w roku 2018 sięgnęła 65 mln. Stabilne jest miejsce Hongkongu jako światowego centrum finansowego, handlu oraz transportu. We wszystkich światowych rankingach, czy to gospodarczych, czy społecznych, znajduje się on w ścisłej czołówce. Wszystko to w pełni pokazuje, że zasada „jeden kraj dwa systemy" leży u podstaw długofalowego, stabilnego rozwoju Hongkongu, jest niezwykle korzystna, a co za tym idzie charakteryzuje się ogromną witalnością.

 

Chyba każdy Chińczyk zna piosenkę „Perła Orientu", której słowa odzwierciedlają głębokie przywiązanie do Hongkongu oraz opiewają nadzieje i życzenia pomyślności całego kraju i narodu dla tego miasta. Jestem przekonany, że mając oparcie w bardziej otwartej, pewnej siebie i silnej ojczyźnie, z pomocą Inicjatywy Pasa i Szlaku, projektu „Greater Bay Area" i innych krajowych strategii rozwoju, „Perła Orientu" zabłyśnie jeszcze jaśniej, a jej przyszłość malować się będzie w jasnych barwach!